Gdzie ten czołg, kiedy jest potrzebny?

08:24

Źródło

Na początku nawet nie zauważyłam, że to nadchodzi, dopóki nie było za późno. Zaczęło się od wrześniowej chandry książkowej, która objawiała się posuchą na tle czytelniczym. Nie miałam ochoty zaczynać nowej powieści ani nawet nadrabiać jakiegokolwiek odcinka serialu. Chciałabym powiedzieć, że spędziłam ten miesiąc niezwykle produktywnie i owocnie, ale listopad nie jest oddalony od września wystarczająco, aby udało mi się spuścić kurtynę milczenia na własne lenistwo. Potem był październik i być może przeczytałam kilka powieści, jednak żadnych rekordów nie pobiłam. Nagle jednak dziesiąty miesiąc roku zaczął się zamieniać w jedenasty, a ja - delikatnie roztargniona i wciąż nie wiedząca, co się święci - zaczęłam sięgać po same młodzieżówki, obyczajówki, a nawet kilka romansów. Kiedy dzisiaj skończyłam nową książkę jednej z moich ulubionych autorek - Susan Elizabeth Phillips, o której kiedyś na pewno Wam więcej napiszę - w końcu to do mnie dotarło. Święta? Reklamy? Promocje? Kto by się tym przejmował! Nadeszła bowiem Zimowa Faza Blair na YA i obyczajówki. 

Trzeci rok z rzędu. 

Co jak co, ale na samym początku muszę przyznać, że tegoroczna Faza chwyciła książki za strony - czy jak to leciało - i na zachętę podsunęła mi same wyborne pistacje literatury obyczajowej. Jedną z nich była najnowsza powieść Olgi Rudnickiej, Granat poproszę! Widzicie, muszę uderzyć się w pierś i oddać honory autorce, bo od kilku lat już zamierzałam chwycić za jedną z jej powieści i zawsze coś stawało mi na drodze. Wyczekiwałam premier Były sobie świnki trzy i Diabli nadali, lecz później po żadną z nich nie sięgnęłam. Kiedy więc wydawnictwo Prószyński i Ska zaproponowało mi zrecenzowanie Granat poproszę!, nawet się nie zastanawiałam. 

Pierwsze, co zauważyłam podczas czytania tej książki, to niezwykle plastyczny, bogaty w opisy i interesujące dialogi warsztat pisarski Olgi Rudnickiej. Autorka ma talent do wybierania słów, malowania przed oczami czytelnika obrazów sytuacji i wydarzeń oraz miejsc, w których znajdują się bohaterowie. Jednak to jeszcze nic, jeśli następnie miałabym wspomnieć o genialnej kreacji postaci przedstawionych w powieści! Pisarka stworzyła barwnych, charakterystycznych i bogatych w szczegóły bohaterów, a ostatnie, co można z nimi robić, to się nudzić. Wszyscy razem, jak i każdy z osobna dostarczają czytelnikowi niemałej rozrywki w postaci zabawnych dialogów, humorystycznych żartów sytuacyjnych czy wygłaszania zabawnych przekonań. Gdybym miała rozrysować Granat poproszę! na osi ilości i jakości śmiechu, o jaki mnie ta pozycja przyprawiła, powiedziałabym, że w pierwszym rozdziale zaczynamy od umiarkowanego chichotu, żeby później przejść w regularne podśmiewanie się pod nosem i konsekwentnie dojść do pełnego śmiania się w głos. 

Rzeczą, na którą warto zwrócić uwagę, kiedy mówi się o Granat poproszę!, jest na pewno duży nacisk na girl power, jaki autorka kładzie w tej książce. Od głównej bohaterki - Emilii Przecinek, autorki poczytnych romansów - przebywającej z głową w chmurach, przez jej inteligentną i pragmatyczną córkę, Kropkę i kończąc na matce i teściowej protagonistki - Adeli i Jadźce - dostajemy tutaj paletę wyrazistych i silnych kobiet. Każda z nich wyróżnia się czymś na tle innych i wnosi ciekawy element do fabuły powieści. Choć trzeba przyznać, że to bohaterki pełnią najważniejsze funkcje w tej książce, nie brak tutaj i interesujących bohaterów. Przede wszystkim mowa oczywiście o mężu Emilii oraz jej synu zwanym Przecineczkiem. O ile Klemens - gdybym ja miała tak na imię, też wolałabym być Przecineczkiem - musi zmagać się z nadmiarem członków rodziny z przewagą estrogenu, tak jego ojciec przez większość czasu, albo się przed kobietami z rodziny ukrywa, lub w końcu naprawdę jest traktowany, jako zaginiony. Obydwa wątki zostały niezwykle ciekawie opisane przez autorkę.
 
Przedstawione relacje rodzinne i zabawne, ale prawdziwe opisanie sytuacji, z jakimi mogą się zmagać jej członkowie, to moim zdaniem najbardziej interesujący aspekt tej książki. Jasne, dostajemy tutaj mnóstwo śmiechu, trochę romansu, a nawet ciekawy wątek kryminalny, jednak polecam Wam sięgnięcie po tę powieść przede wszystkim ze względu na wykreowanych w niej przez Olgę Rudnicką bohaterów oraz relacje, jakie ich łączą. Trzy pokolenia rodziny to mnóstwo niedopowiedzeń, parę żalów i ogrom wspólnej historii. Autorka o wszystkim tym pisze jednak lekko, wnikliwie i klarownie. Mamy tutaj niezwykłą relację matka-córka, którą prezentują Kropka i Emilia, a zarazem też obok Olga Rudnicka opisuje wybrakowany kontakt pomiędzy główną bohaterką, a jej matką, Adelią. Pisarka zajmująco opisuje też sam aspekt pisania - obserwowanie, jak często Emilia przebywa we własnej głowie i jak bardzo zżywa się z wymyślonymi przez siebie bohaterami jest wisienką na torcie, jakim jest Granat poproszę!. Nie mniej ciekawie opisane zostało małżeństwo Emilii, a raczej powiedziałabym - jego koniec. Choć cały czas jest zabawnie, a nawet komicznie to główny wątek powieści - czyli rozpad związku Przecinków i wszystkie skutki, jakie się z nim wiązały - został starannie rozpisany i dokładnie, rzetelnie poprowadzony.

Granat poproszę! to wybuchowa mieszanka szarej codzienności z barwnymi zwrotami akcji, jakie może napisać nam samo życie. Nie spodziewałam się dostać tak zabawnej, a zarówno inteligentnej i wnikliwej książki. O świetnym warsztacie pisarskim Olgi Rudnickiej, który przemówił do mnie już na początku, nawet nie wspomnę. Ze szczerym entuzjazmem polecam Wam tę książkę - nie tylko jako granat kolorów na gorsze dni, ale także intrygującą i wciągającą historię, która zaabsorbuje Was od pierwszych stron. 

 

tytuł: Granat poproszę!
autor: Olga Rudnicka 
data wydania: 11 października 2016
ISBN: 9788380694613
liczba stron: 336

język: polski

 
Za egzemplarz prasowy tak bombowej książki dziękuję wydawnictwu Prószyński i Ska. 
 

Również może Ci się spodobać

0 nie zagryzła klawiatura

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl