NA DWORZE CIERNI I RÓŻ

23:15

Moja znajomość z twórczością Maas jest niezwykle wymagająca, cholernie skomplikowana, gdy przychodzi do wytłumaczenia jej natury, a ostatnio też okrutnie napięta. Zaczęło się od tego, że parę lat temu sięgnęłam po Szklany tron i po kilku pierwszych rozdziałach stwierdziłam, że nie warto marnować czasu. Na przekór czytałam jednak dalej i w połowie książki nie interesowało mnie już nic więcej, oprócz dokończenia jej, a pod koniec wiedziałam, że czeka mnie trudny tydzień kaca książkowego. Z drugą częścią Szklanego tronu było podobnie. Potem nadeszła zapowiedź trzeciej i informacja od naszego wydawnictwa, że publikacja powieści się opóźni. Przerażające. Pooddychałam głęboko przez kilka minut, a potem, znana ze swej słynnej cierpliwości, przeczytałam książkę w oryginale. To było jakieś kilka miesięcy temu - miesięcy pełnych wyczekiwania 4. części, użalania się nad sobą i pocieszania się każdą nową informacją o Queen of Shadows czy następnym napotkanym fanartem lub obrazkiem na tumblrze.
Trwało to tak do momentu...
Do momentu, aż przypomniałam sobie, że w maju wyszedł A Court of Thorns and Roses. I ponownie przepadłam w świecie stworzonym przez Maas.


I, że się tak wyrażę, nawet nie wiecie, jak bardzo dobre książki ssą. Przeżywaliście choć raz kaca książkowego? To takie uczucie przypominające zmieszaną ze sobą niecierpliwość i zdenerwowanie z ociupinką melodramatyczności i monotematyczności. Czasem na imprezę wpada też kilka innych stanów czy emocji - jak na przykład gniew, wyparcie czy żałość - ale zazwyczaj siedzę w domu z tymi czterema pierwszymi w roli towarzystwa. Siedzę i zastanawiam się, co mam ze sobą zrobić. To smutne. W końcu mamy wakacje, mogłabym gdzieś się ruszyć. Wczoraj było tak gorąco, że do mojego pokoju zajrzało dwóch hobbitów z pytaniem czy mogą mi podrzucić jakiś pierścień. Ale nie. Nie ruszyłam się z tego piekielnego ogniska. Jedyne, co dałam radę zrobić, to podejść do biblioteki, żeby jakieś półgodziny stać przed półkami pełnymi książek, które w tym momencie zupełnie mnie nie interesowały. Gdzie radość? Gdzie ekscytacja nową przygodą? 

ACOTAR wycisnęło ze mnie wszystko, co dobre. Nawet się tego nie spodziewałam. Nie myślałam, że nowa historia stworzona przez Maas zauroczy mnie od pierwszego momentu, zdobędzie intrygującym, zwodniczo kuszącym klimatem. Moja miłość, podobnie ja przy Szklanym tronie, nie była od pierwszego wejrzenia. O nie. Jednak tam, gdzie Szklany tron przekonał mnie dopiero kolejnymi częściami cyklu, ACOTAR uwodził me zmysły każdą następną stroną, powoli od siebie uzależniał, czekając, aż wpadnę w tę powieść całkiem i nawet nie będę wiedziała kiedy. 
Podziałało.

Uwielbiam tych bohaterów, ten świat i wspaniałą, porywającą fabułę. Jestem zakochana w Tamlinie i Rhysandzie, mam nadzieję, że będziemy mogli razem z Fyre podróżować  po innych dworach i odkrywać ten piękny, pełen pokus świat. Sarah J. Maas zaś bardzo się zmieniła pod względem warsztatu pisarskiego, podszlifowała swój styl, nadając mu pewną dozę unikalności i niezwykle rozwinęła się jako autorka od czasu Szklanego tronuUwielbiam Celaenę i ferajnę, ale ACOTAR pod względem samego stylu Maas jest o wiele lepszą, łatwiejszą w odbiorze książką. Może i nie zaczyna się tak dynamicznie, jak Szklanego tronu i na początku niezbyt wiele się tam dzieje, a jednak klimat + bohaterowie i niesamowity świat przedstawiony zasługują na owacje na stojąco.

 Celaena wciąż jest moją ulubioną, badassową bohaterką, która wyszła spod pióra Maas, ale Fyre daleko od niej nie odstaje. To dopiero pierwsza część nowego cyklu, a ja już teraz jestem pewna, że jedyne, czego potrzeba Feyre, to czasu, żeby Sarah napisała więcej powieści z nią w roli głównej. To postać, której nie da się nie lubić. Z rodzaju nie tylko pokaranych przez los, ale także skopanych i oplutych, Feyre nie robi nic innego, tylko wstaje, otrzepuje się i jeszcze raz rzuca do boju. Lojalna i pracowita. Pomysłowa i zabawna. Wyróżnia się od pierwszych stron i do końca trzyma swego charakteru. Inni bohaterowie też nie odstają - w zasadzie ACOTAR to plejada świetnie wykreowanych, interesujących postaci, które z miejsca można polubić/ znienawidzić/ podziwiać, ale na pewno nie ignorować. 

Jeśli przewinęliście te kilka akapitów moich lekko żałosnych, pełnych podekscytowania i uwielbienia jęków, pozwólcie, że tutaj Wam je podsumuję - ACOTAR to niesamowita powieść, która wciąga powoli, stopniowo, aż w końcu nie będziecie się mogli od niej oderwać. Urzeka wykreowanym światem, da się lubić po przedstawieniu barwnych, ciekawych bohaterów i w końcu szokuje plot twistami zawartymi w ostatnich rozdziałach, każąc długo czekać na kontynuację. Jedyne co mi pozostaje, to trzymać kciuki, że A court of Thorns and Roses niedługo wyjdźcie po polsku (bardzo n-i-e-d-ł-u-g-o!! Żebym nie czekała tyle, co na 3. część Szklanego tronu, bo będę kąsać!), a ja zakupię i z wrażenia przeczytam dwa razy pod rząd, zanim postawię na półce.

autor: Sarah J. Maas
tytuł: A Court of Thorns and Roses
data wydania: 5 maja 2015
ISBN: 9781619634442
liczba stron: 432
kategoria: fantastyka, fantasy, science fiction
język: angielski

No i jeszcze jedno - bo kim bym była, gdybym zapomniała? Na pewno nie sobą. ^v^
Więc pozwólcie, że to napiszę: #Team_Rhysand

Również może Ci się spodobać

15 nie zagryzła klawiatura

  1. Nazwisko autorki i tytuły jej powieści, co jakiś czas wpadają mi w oczy i wówczas myślę, że powinnam przeczytać, ale potem jakoś zapominam o tytułach. Teraz jednak wiem, że muszę nadrobić, bo dawno nie przeżyłam książkowego kaca :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Co tak rzadko recenzje? T.T Muszę! Pokochałam Szklany Tron, a więc taka historia Pięknej i Bestii jak najbardziej mnie do siebie przyciąga. Tylko angielski u mnie nie bardzo. Myślisz, że udałoby mi się coś zrozumieć? Czy lepiej poczekać, aż wydadzą ją w Polsce?

    OdpowiedzUsuń
  3. Bo taki ze mnie nieogar. >.<

    Wiesz, słownictwo nie jest bardzo trudne, ja czytam ostatnio coraz więcej po angielsku, więc jestem już przyzwyczajona. Spróbować zawsze warto. A polskiego wydania nie mogę się doczekać! Trzymam kciuki, żeby wydali jak najszybciej. <3

    OdpowiedzUsuń
  4. Jak najbardziej! :)
    Na początku wgl nie byłam przekonana do Maas i nie rozumiałam jej bestsellerowego sukcesu, ale po której z książek wpadłam jak śliwka w kompot i nie mogę doczekać się kolejnych. Poza tym autorka pracuje też nad swoim stylem i wydaje mi się, że każdą następną jej powieść czyta się przyjemniej, szybciej i ciekawiej.

    OdpowiedzUsuń
  5. To ciekawa tak na marginesie, że można polubić autora, który wcześniej nie budził zachwytów. Myślę czy miałam podobną sytuację, ale jakoś nic mi nie przychodzi do głowy :)

    OdpowiedzUsuń
  6. O, jak dobrze rozumiem, mam bardzo podobny stosunek do "Szklanego tronu". Pierwszy tom niezbyt mi się podobał, czytało się świetnie, ale ogólnie uważałam, że to raczej głupiutka, niezbyt dobra książka. I cholera wie, czemu od razu przeczytałam drugi tom. Aaaa... wpadłam na amen, przeczytałam w jeden dzień, a potem nie nadawałam się do życia. Znam te kace książkowe... "Heir of Fire" też czytałam po angielsku i teraz załamuję ręce nad tym, że "Queen of Shadows" ma być dopiero we wrześniu. Dzielnie postanowiłam, że poczekam już na polskie wydanie "A Court of Thorns and Roses", ale trochę się łamię...
    Boże, te książki tak potrafią wessać...

    OdpowiedzUsuń
  7. Little Decoy7 lipca 2015 15:47

    Właśnie zaczynam "Koronę w mroku" i już się boję, że za szybko ją przeczytam.
    Pozdrawiam i zapraszam do wyzwania Książkowe Porządki!

    http://littledecoy7.blogspot.com/2015/07/ksiazkowe-porzadki-czyli-wakacyjne.html

    OdpowiedzUsuń
  8. Bardzo dziękuję za zaproszenie!
    Na (nie)szczęście mam niestety w swoim zbiorze tylko jakieś 4. zaległe książki. Jeszcze przed wakacjami postawiłam sobie podobny ambitny cel i udało mi się doczytać powieści, które leżały u mnie nawet 3. lata! :3 Jestem z tego taka dumna, że chyba na razie z resztą dam sobie spokój. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Ja też miałam zaczekać aż ACOTAR zostanie przetłumaczony, ale akurat zdążyłam przeczytać go moja koleżanka i bardzo skutecznie i mnie do tego samego przekonać. :3 Cóż mogę powiedzieć? Jestem miętka. Tym bardziej, że ta powieść wssysa jak nie jedna poprzednia! Pocieszam się myślą, że jak tylko wyjdzie u nas po polsku, od razu złapię jeden egzemplarz w swoje łapki i go już nie wypuszczę. :D

    OdpowiedzUsuń
  10. Też wydaje mi się, że spotkałam się z tym wcześniej, ale nie mogę sobie nic w tym momencie przypomnieć. ;-) Jak wpadnie mi jakiś pomysł do głowy, to dam ci znać.


    Dla mnie takiego rodzaju książki - które na początku mnie nie... "oczarowały", a potem złapały do reszty są nawet bardziej wartościowe. Czy to ze względu na to plot twist, zmiany w fabule czy poprawę w warsztacie pisarza - wszystko to pokazuje, że autor pisząc rozwija się i tworzy lepsze historie od poprzednich. Obserwowanie tego procesu jest na swój sposób magiczne. ;) Dlatego też, aż tak bardzo polecam ACOTAR. Wielu czytelników, których pierwszy tom "Tronu ze szkła" odrzucił, pewnie po resztę powieści Maas nie sięgnie, a szkoda by było.

    OdpowiedzUsuń
  11. O! Już wiem! Jednym z takich cyklów był "Protektorat parasola" wydawany przez wydawnictwo Prószyński i Ska. Niestety wydawnictwo przerwało publikowanie serii na ostatnim już, piątym tomie. Ogromna szkoda, bo to świetna zabawa w wiktoriańskim, przesiąkniętym wspaniałym klimatem, maszynami i fantastycznymi stworzeniami świecie.


    Na początku "Protektorat parasola" ani trochę do mnie nie przemawiał - mało tego! - dałam sobie z nim spokój już po kilku stronach. Cykl jest napisany dość specyficznym językiem i na początku może to odrzucać. Jednak wszyscy moi znajomi tak bardzo go zachwalali, a ja nic w nim nie widziałam! Spróbowałam jeszcze raz, obiecując sobie, że, kierując się zasadą 150 stron, jeśli po 150. wciąż nic mnie nie zaciekawi, odpuszczę sobie na dobre. No i się wciągnęłam! A kolejne części to już bajka.


    Także, ten cykl także bardzo gorąco polecam. ^v^

    OdpowiedzUsuń
  12. Właśnie swego czasu czaiłam się na ten cykl, ale potem okazało się, że wydawnictwo nie będzie go już kontynuować i porzuciłam pomysł czytania "Protektoratu parasola". Teraz znów mam ochotę, żeby jednak po niego sięgnąć :)

    OdpowiedzUsuń
  13. Staram się kierować zasadą, żeby nie skreślać pisarza po jednej książce, tzn, jeśli jedna mi się nie podoba, to za jakiś czas sięgam po inną tego autora. Tak miałam z Dardą np, bo jego debiut mnie odrzucił, ale inna powieść już całkiem przypadła do gustu. Rozumiem więc, że ta sama zasada może działać w przypadku serii :)

    OdpowiedzUsuń
  14. Team Rhysand z tej strony. Choć nie powiem, serduszko mi kilka razy drgnęło dla Tamlina :)) ACOTAR było moim pierwszym spotkaniem z Maas i teraz poluję na Szklany tron - to chyba najlepsza rekomendacja :) Teraz choruję z czekania za ACOTARem tom II, ale przynajmniej mam poprzednią serię do nadrobienia.

    OdpowiedzUsuń
  15. I prawidłowo!
    Naprawdę warto, przynajmniej dla Alexii i jej ferajny. ^v^

    OdpowiedzUsuń

Prenumarata :)

zBlogowani

zBLOGowani.pl